Strona Główna

09 stycznia 2007r. (Gazeta Ubezpieczeniowa)

 

Emerytury: Widmo nacjonalizacji...

- Włosy na głowie jeżą pomysły takie, jak zarządzanie pieniędzmi przez instytucje publiczne za pośrednictwem rynków finansowych. Prędzej uwierzę, że jest jakiś sens w nacjonalizacji zarządzania fabryką butów czy restauracją – napisał na łamach „Rzeczpospolitej” Marek Góra, jeden z twórców reformy emerytalnej. Poniżej publikujemy wybrane fragmenty jego odpowiedzi na artykuł prezes ZUS Aleksandry Wiktorow, który „Rz” opublikowała w ubiegłym tygodniu.

[...] Nie od dziś całkowicie się z prezes Wiktorow zgadzamy, że świadczenie finansowane ze środków zebranych na indywidualnych kontach emerytalnych w OFE powinno być dożywotnią, indywidualną emeryturą (annuitetem), obliczaną przy wykorzystaniu jednolitych tablic i dostarczaną łącznie z obu części powszechnego systemu. [...]

Wybór "kucharza" wymaga pewnego sprecyzowania. Chodzi nie o jeden, ale trzy rodzaje czynności:
• zarządzanie ryzykiem długowieczności
• zarządzanie ryzykiem inwestycyjnym
• wykonywanie prac administracyjnych, pilnowanie interesu emerytów, przekazywanie im świadczeń.
Te czynności może wykonywać jeden "kucharz" albo kilku. To problem o charakterze technicznym i nie musi mieć dla samych emerytów wielkiego znaczenia.

Merytorycznie jest jednak o czym rozmawiać. Warto od razu przyjąć lub odrzucić opcje, których ocena jest oczywista. Takie oczywistości są w moim rozumieniu dwie. Pierwszą jest wykonywanie czynności z trzeciej z wymienionych wyżej grup przez ZUS, który ma do tego odpowiednie kwalifikacje instytucjonalne i doświadczenie. Ponadto ZUS będzie wypłacał bliźniacze świadczenia na podstawie indywidualnych kont emerytalnych, którymi obecnie zarządza. W sumie włączenie ZUS do tych czynności nie budzi większych oporów, nawet jeśli istnieją rozbieżności w pozostałych kwestiach. [...]

Kilka lat temu zaproponowałem rozdzielenie zarządzania ryzykiem długowieczności i ryzykiem inwestycyjnym. Ryzyko długowieczności byłoby zarządzane na poziomie całego systemu, podczas gdy ryzyko inwestycyjne byłoby zdecentralizowane, czyli powierzone wyspecjalizowanym firmom zewnętrznym. Tu widać pewne - pozorne - podobieństwo do propozycji MPiPS. Zarządzaniem ryzykiem ubezpieczeniowym zajmowałaby się jedna instytucja (niekoniecznie publiczna), na pewno nie ZUS, który i tak ma wiele zadań. Ważniejsze jednak, że zarządzanie inwestycyjne przy wykorzystaniu rynków finansowych byłoby w gestii wielu firm. Wśród nich nie powinien się znajdować ZUS - bo nie ma takiej potrzeby, a powodowałoby to liczne zagrożenia. Nie będę powtarzał argumentów, które wysuwałem już wielokrotnie. Przypomnę, że jedyny z pozoru racjonalny argument za zarządzaniem pieniędzmi przez ZUS - ten dotyczący niższych jakoby kosztów - jest bezpodstawny. Nikt dzisiaj nie wie, ile kosztowałoby zarządzanie przez ZUS środkami tak ogromnymi jak te, o których mówimy. Dlatego za kolejną oczywistość uważam powstrzymanie się od wikłania ZUS w rolę inwestora giełdowego.

Wrócę tu do wymienionych wcześniej trzech zadań do wykonania w zakresie wypłaty emerytur. Postulowane przeze mnie rozdzielenie zarządzania ryzykiem długowieczności i ryzykiem inwestycyjnym nie jest konieczne, to tylko jedna z możliwości. W dyskusji nad wypłatami emerytur padło wiele merytorycznych argumentów za tym, by te zadania realizować jednak łącznie. Naturalnym ich wykonawcą powinny zatem być wyspecjalizowane lub ogólne firmy zajmujące się ubezpieczeniami na życie. Wydaje się, że w obecnej sytuacji jest to z merytorycznego punktu widzenia opcja wiodąca. [...]

Włosy na głowie jeżą pomysły takie, jak zarządzanie pieniędzmi przez instytucje publiczne za pośrednictwem rynków finansowych. Prędzej uwierzę, że jest jakiś sens w nacjonalizacji zarządzania fabryką butów czy restauracją. Wydawało mi się, że idea nacjonalizacji odeszła w zasłużoną niepamięć i że pozostały nam po niej jedynie problemy z prywatyzacją. Notabene jedynym pewnym sposobem ich uniknięcia jest wystrzeganie się nacjonalizowania. Projekt MPiPS nie jest w stu procentach zły. Jest w nim wiele rozsądnych elementów, o których można merytorycznie rozmawiać. W gruncie rzeczy dyskwalifikuje go jedynie kwestia zarządzania pieniędzmi. Dlaczego MPiPS się przy tym upiera? Warto przypomnieć sobie, że jeden z wiceministrów, który wspomniał coś o powierzeniu zarządzania środkami emerytów firmom zewnętrznym, został za to od razu skarcony. Co gorsza, formułowany jest kolejny, jeszcze gorszy pomysł zmierzający do nacjonalizacji zarządzania częścią systemu emerytalnego, czyli powołanie publicznego OFE. Duże kwoty, jakie Polacy zebrali na swoją przyszłą emeryturę, pobudzają wyobraźnię.

Gdyby ZUS miał jednak zajmować się zarządzaniem pieniędzmi, to należałoby jasno określić, że jedynym rodzajem aktywów, który mógłby wykorzystywać, byłby indeks PKB, czyli wzrost gospodarczy. Żeby to robić, nie trzeba podejmować jakichkolwiek skomplikowanych działań i nie trzeba w ogóle uczestniczyć w operacjach na rynkach finansowych. Trzymając się gastronomicznej analogii zaproponowanej przez Aleksandrę Wiktorow, byłoby to "podgrzewanie gotowca w kuchence mikrofalowej", co pewnie nawet kosmonauta mógłby robić i może wyszłoby nawet tanio.

Przy dość oczywistej rezerwie do pomysłów MPiPS prezes Wiktorow chwali jego obecne kierownictwo za to, że w przeciwieństwie do poprzedników zabrało się wreszcie do problemu wypłat. Ja natomiast obawiam się, że nacjonalizacyjne zapędy mogą spowolnić, a nie przyspieszyć dokończenie pracy nad wypłatami emerytur. [...]

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Marek Góra
Ur. 13 marca 1956 wykładowca akademicki w warszawskiej SGH (obecnie w Katedrze Ekonomii I w Kolegium Analiz Ekonomicznych, specjalność: makroekonomia, systemy emerytalne, ekonomia pracy). Współautor reformy systemu emerytalnego w Polsce wprowadzonej przez rząd Jerzego Buzka. Związany z CASE (Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych). Doradca Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. Członek European Economic Association oraz European Association of Labour Economists.

2007 IGTE