System otwartych funduszy emerytalnych jest tańszy w porównaniu
z cenami usług finansowych na rynku - zapewnia Ewa Lewicka,
szefowa Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych
Dominika Wielowieyska: Dlaczego towarzystwa emerytalne nie
konkurują ze sobą i nie obniżają prowizji od składki pobieranej
od nowych członków
OFE?
Wszystkie, z jednym wyjątkiem, żądają bardzo wysokiej prowizji 7
proc.
Ewa Lewicka: Opublikowany w "Gazecie" komentarz, w którym żądała
pani obniżenia prowizji, bardzo mnie zbulwersował. Przedstawiła
w nim pani fałszywą rzeczywistość.
Na początku reformy niektóre fundusze emerytalne gwarantowały
swoim klientom obniżenie prowizji za staż w funduszu. Niestety,
Sejm w 2003 r. uchwalił ustawę, która wymusiła na towarzystwach
ujednolicenie opłat, ale ci klienci OFE, którzy już nabyli prawa
do niższych prowizji, zachowali swój przywilej. Ponadto Allianz
pobiera 4 proc. od składki.
W związku z tym, że w przeszłości zastosowano niższe opłaty dla
klientów nie opuszczających funduszu, średnia opłata pobierana
przez fundusze to nie 7 proc., lecz 5,95 proc. Poza PTE Allianz,
które stosuje niższą stawkę dla wszystkich, jest aż sześć
towarzystw, które pobierają opłaty obniżone dla klientów z
dłuższym stażem w OFE. W tej grupie znajduje się np. PTE CU, w
którym średnia opłata to 4,3 proc.
Towarzystwa nie konkurują wysokością opłaty, bo zablokował to
ustawodawca. Gdyby pozwolono towarzystwom dowolnie planować
obniżanie prowizji zgodnie z zasadą: im dłuższa przynależność do
OFE, tym mniejsza prowizja, to ta konkurencja cenowa dawałaby
kolejne efekty. I średnie opłaty mogłyby być niższe.
Ile wynosiła średnia opłata w OFE przed wejściem ustawy w życie?
- W grudniu 2003 r. było to 6,15 proc., a więc poniżej 7 proc.
wprowadzonych ustawowo. To najlepszy dowód, że mechanizm
obniżania opłaty od składki oparty na regułach rynkowych, a nie
na dekretacjach, działał i przynosił efekty.
Dzięki tej decyzji Sejmu opłaty generalnie spadły. Ponad połowa
funduszy miała wcześniej prowizje wyższe niż 7 proc. I zgodnie z
ustawą opłaty będą spadać nadal, ale dopiero po 2010 r. Nadal
jednak nie rozumiem, dlaczego dziś niemal wszystkie fundusze
wciąż pobierają 7 proc. opłaty od kolejnych nowych członków.
- Nie może być konkurencji tam, gdzie ustawodawca narzucił górny
limit i sztywne zasady. To była świadoma decyzja Sejmu.
Pretensje, że towarzystwa emerytalne nie konkurują, obniżając
opłaty, trzeba adresować do posłów. Najważniejsze, że
towarzystwa konkurują dobrymi wynikami inwestycyjnymi i z punktu
widzenia przyszłych emerytów to te wyniki są najistotniejsze.
Zanim weszły w życie wspomniane przepisy ustawy dotyczące
prowizji, to np. Polsat w ogóle nie proponował obniżania
prowizji z biegiem czasu. Jednocześnie ten sam fundusz oferował
klientom wysokie stopy zwrotu i był stale w czołówce pod
względem wyników inwestycyjnych. Dlatego dyskusję o tym, czy
należy przyspieszyć obniżanie opłat, uważam za absolutnie
chybioną.
Mamy prawo w imieniu przyszłych emerytów żądać, by prowizje były
niższe. Co więcej zyski towarzystw będą też rosły dzięki drugiej
opłacie za zarządzanie, ponieważ zależy ona od aktywów, a aktywa
z biegiem czasu będą rosły.
- Ależ opłaty za zarządzanie maleją wraz ze wzrostem aktywów. Te
opłaty dla klientów należących do dużych funduszy są znacznie
niższe od opłat pobieranych w mniejszych pod względem aktywów
funduszach.
Procentowo maleją, ale w liczbach bezwzględnych przychód
towarzystw będzie rósł, bo aktywa rosną lawinowo. Przynależność
do OFE jest obowiązkowa.
- Taka dyskusja jest niepoważna, bo nikt nie dyskutuje o
wzroście PKB w liczbach bezwzględnych, tylko w procentach.
Przychody rosną, bo rosną wynagrodzenia, a od nich składki na
emerytury, w tym na OFE.
Nikt nie dostaje emerytury w procentach, tylko w gotówce.
- Mówi pani o przychodach z tytułu opłat, a przychody dla PTE to
jeszcze nie zyski, bo trzeba je pomniejszyć o koszty, a te są
niemałe. W Polsce opłaty w dużym stopniu mają związek z bardzo
wysokimi kosztami związanymi z bezpieczeństwem systemu
emerytalnego. Wobec tego PTE ponoszą koszty związane z odpisem
na fundusz gwarancyjny, wnoszą opłatę na rzecz ZUS od każdej
składki, którą Zakład przekazuje do OFE. Koszty bezpieczeństwa
to aż 40 proc. wszystkich kosztów OFE.
Trzeba też pamiętać o tym, że jeśli bessa na giełdzie będzie
trwała dłużej, to wówczas przychody towarzystw także będą maleć.
Spodziewa się pani, że będą one pracować za darmo?
A czy to emeryci mają płacić za złe wyniki inwestycyjne OFE?
- Obecne, niższe niż poprzednio wyniki inwestycyjne funduszy
emerytalnych są konsekwencją bessy na rynku kapitałowym. Dotyka
ona w takim samym stopniu fundusze emerytalne, jak porównywalne
fundusze inwestycyjne czy inne, również porównywalne
instytucje rynku kapitałowego. A za złe wyniki funduszu, które
nie są konsekwencją koniunktury, ale ewidentnie złego
zarządzania, zapłaci towarzystwo emerytalne w ramach mechanizmu
minimalnej wymaganej stopy zwrotu obowiązującego w naszym
systemie emerytalnym! Do lipca 2007 r. relacja aktywów
zgromadzonych w OFE do przekazanych składek za cały okres
działalności OFE utrzymywała się w okolicach 150 proc. To jest
obraz zysków, jakie przynosiły klientom OFE.
Giełda ostatnio poszła w dół, zyski członków OFE także, ale
same towarzystwa zanotowały 14-proc. wzrost zysków. I nie myślą
o obniżaniu opłat. Wiemy też, że trzy największe fundusze już
uzyskały zwrot z zainwestowanego kapitału. Sytuacja towarzystw
jest naprawdę dobra, tak wysokie prowizje są absolutnie
nieuzasadnione.
- Czego pani żąda? Żeby karać największe towarzystwa za to, że
cieszą się największym powodzeniem? A poza tym zwracam uwagę, że
pozostałe 12 towarzystw tego zwrotu jeszcze nie uzyskało.
Ja tylko uważam, że kondycja towarzystw jest wyśmienita i że
jest pole do obniżania opłat. OFE to bezpieczny biznes, macie
zagwarantowany dopływ aktywów na długie lata. Dla tych, którzy
będą mieli niskie emerytury, te sumy oszczędzone dzięki niższym
opłatom, są znaczące.
- Według naszych analiz towarzystwa emerytalne pobierają niższe
opłaty od zwykłych
funduszy inwestycyjnych stabilnego wzrostu. Na stronach
internetowych IGFE jest tabelka ze szczegółowym wyliczeniem, ile
płaci klient zwykłego funduszu, a ile klient OFE. Ten system
jest więc tańszy w porównaniu z cenami usług finansowych na
rynku.
Amerykańskie fundusze emerytalne nie pobierają w ogóle prowizji
od składki, tylko za zarządzanie. Z kolei zwykłe fundusze
obracają pieniędzmi jednego klienta średnio przez dwa lata, a
fundusze emerytalne będą tymi pieniędzmi obracać przez
kilkadziesiąt lat. Dlatego trudno to porównywać. A same prowizje
od wpłacanych pieniędzy do zwykłego funduszu są niższe niż w
OFE, bo sięgają jedynie 3-5 proc.
- Ale też polskim funduszom emerytalnym nie grożą bankructwa,
jakie zdarzają się funduszom amerykańskim. A sumując wszystkie
koszty ponoszone przez klienta funduszy, system emerytalny jest
tańszy. Mówi pani 3-5 proc., a tymczasem w funduszach
emerytalnych całość kosztów, jakie ponieśli ich członkowie na
wszystkie opłaty wyniosła w 2007 r. w stosunku do średnich
aktywów 1,36 proc. W 2002 r. było to 2,13 proc. Tak więc zarówno
jeśli chodzi o wysokość tych kosztów, jak i tempo ich obniżania,
fundusze nie mają się czego wstydzić. Dlatego te żądania pod
adresem towarzystw emerytalnych są nieuzasadnione.
rozmawiała Dominika Wielowieyska