STABILNE PRAWO A NOWELIZACJA USTAWY

 

Zmiana regulacji prawnych w sferze gospodarczej może poważne  zmieniać warunki w jakich funkcjonują instytucje rynkowe. W skrajnych wypadkach może prowadzić do wycofania się tych instytucji z prowadzonej działalności, i to niezależnie od intencji jakie przyświecały zmianie. Powstaje pytanie według jakich zasad zmiany powinny być dokonywane i jak dalece powinny uwzględniać bieżącą sytuację i zobowiązania, które powstały wcześniej. 

Prof. Michał Kulesza

Jest rzeczą oczywistą, że podejmując działalność gospodarczą na określonych w chwili startu warunkach, mamy prawo i przywilej sądzić, że te ustalone przez Państwo warunki zostały przemyślane i nie będą bez powodu ulegać zmianie. Ze swej strony Państwo ma prawo dokonywać zmian w tych regulacjach, ale muszą one podlegać pewnym zasadom. Pierwszą, którą wymienię, jest zasada dobrej wiary, która polega na uznaniu faktu, że każdy, kto podejmuje działalność gospodarczą, robi to w dobrej wierze, w pewnym sensie zawierzając ustawodawcy. Uwzględniająca ten fakt zmiana przepisów prawnych, musi mieć zatem istotne powody i opierać się na mocnych argumentach. Można ich szukać w wartościach negatywnych lub pozytywnych. Jeśli regulacja była zła, oparta na niepełnej wiedzy i powoduje jakieś negatywne skutki społeczne czy gospodarcze, to uzasadnieniem zmiany są wartości negatywne.

Ustawodawcę obowiązuje również zasada proporcjonalności. Wprowadzanie zmian jest dopuszczalne, szczególnie wtedy, gdy pojawiają się negatywne konsekwencje dotychczasowego stanu prawnego, ale zmiany nie mogą iść zbyt daleko, szczególnie w ograniczaniu wolności działalności gospodarczej – muszą być proporcjonalne. Ustalenie granicy, poza którą jest już „za daleko” jest kwestią dyskusji i negocjacji, niemniej jednak należy tę zasadę szanować.

Istnieje również zasada nie naruszania interesów w toku. Jest to fundamentalna norma bezpieczeństwa i stabilności działalności gospodarczej. Bez jej poszanowania wszelkie długookresowe plany i inwestycje są niebywale ryzykowne. Naruszenie tej zasady może być podstawą do roszczeń o odszkodowanie z tytułu poniesionych inwestycji. Bywają oczywiście sytuacje w których ustalenie, co jest interesem w toku, może być dyskusyjne. Tak jest np. w przypadku kas fiskalnych w taksówkach. W sytuacji, gdy kasy takie są powszechnym standardem przy innych usługach, można co najwyżej zastanawiać się nad zasadą proporcjonalności czy terminem ich wprowadzenia, natomiast nie można twierdzić, że specjalnie dyskryminują tę grupę zawodową i naruszają jej interesy w toku. Ten przykład pokazuje, że w praktyce przywołane zasady mają nieostry, miękki charakter, ale mimo to wytyczają prawidłowy tryb postępowania przy zmianach regulacji prawnych.  

Mówiąc o rynku funduszy emerytalnych trzeba się również powołać na podstawową zasadę wolności działalności gospodarczej, opatrując ją jednak koniecznym komentarzem. Zasada ta mówi, że jeżeli jestem w stanie spełnić określone prawem warunki, mogę prowadzić określony typ działalności gospodarczej. Wprowadzanie kolejnych regulacji prawnych, które zmieniają te warunki wstępne, można interpretować właśnie jako ograniczenie wolności działalności gospodarczej.

W wypadku rynku funduszy emerytalnych pojawia się dodatkowo problem jego charakteru. Wielokrotnie mówiłem, że składka nie należy do środków publicznych i jest własnością obywatela. Jednak środki publiczne mogą być rozumiane również sensu largo. Nie ma żadnych wątpliwości, że środkami publicznymi sensu stricto są podatki, których właścicielem w momencie ich wpłacenia staje się skarb państwa, a podatnik nie ma już do nich żadnych praw. Natomiast środki publiczne sensu largo, to te, które co prawda przez cały czas są własnością obywatela, ale równocześnie podlegają kontroli publicznej co do sposobu zarządzania. Właśnie do tej kategorii należą składki emerytalne. Są prywatną własnością uczestników systemu, znajdują się na prywatnych kontach emerytalnych i zarządza nią prywatny przedsiębiorca. Musi on jednak spełnić liczne wymagania, żeby mieć do tego prawo, a samo zarządzanie środkami gromadzonymi w otwartym funduszu emerytalnym odbywa się pod stałą kontrolą publiczną. Dzieje się tak dlatego, że w otwartych funduszach emerytalnych pomnaża się co prawda prywatne środki na prywatne emerytury, ale jednak w ramach pewnego celu publicznego, jakim jest zapewnienie uprawnionym bezpieczeństwa emerytalnego. W związku z tym rynek emerytalny jest rynkiem w wysokim stopniu regulowanym.

Ograniczeniem pola regulacji są zasady, o których już była mowa oraz jeden fakt historyczny, a mianowicie podjęta kiedyś decyzja, żeby masą pieniądza jaki gromadzony jest w funduszach emerytalnych zarządzały prywatne instytucje rynkowe. Skoro tak postanowiono, nie można wprowadzać regulacji, które będą eliminować cechy charakterystyczne dla rynku prywatnego. Podważa to założenia zreformowanego systemu emerytalnego i powoduje, że zamiast otwartych funduszy emerytalnych należało by zorganizować wzorem kas chorych publiczne kasy emerytalne z publiczną kontrolę nad gromadzonymi tam składkami, taką samą jak kontrola nad środkami w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Jeśli jednak nie zdecydowano się na taką publiczno-prawną organizację, a powierzono wykonywanie funkcji publicznej sektorowi prywatnemu, to istota rynku określa granice, do których dopuszczalne są interwencje Państwa. Jest bezsporne, że traktowanie prywatnych instytucji zarządzających funduszami emerytalnymi, jako pośredniego ogniwa, pomiędzy państwowym zamówieniem, a państwową dystrybucją, zaprzecza zarówno sensowi reformy, jak i rynkowym zasadom. 

Powstaje tu bardzo poważne pytanie, czy poszukiwanie rozwiązań prawnych, redukujących do minimum mechanizmy rynkowe jest właściwym kierunkiem. Odpowiedź ma charakter ideologiczny i wykracza poza problematykę prawną czy ekonomiczną. Innej udzielą zwolennicy ideologii etatystycznych, a innej liberałowie. I jedni i drudzy, powołując się na interes członków funduszy emerytalnych, będą proponowali skrajnie różne rozwiązania. Od pełnej kontroli państwa, do zupełnej swobody rynkowej. Od zupełnego braku ryzyka i niskiej efektywności inwestycyjnej, do efektywności znacznie wyższej, ale obarczonej również wyższym ryzykiem. Być może najrozsądniej było by stworzyć samym zainteresowanym – członkom funduszy emerytalnych – możliwość wyboru, podobnie jak możliwy jest wybór pomiędzy funduszami inwestycyjnymi. Z jednej strony TFI proponują fundusze o różnych strategiach inwestycyjnych pod względem ryzyka i spodziewanych zysków, a z drugiej sami zainteresowani dokonują wyboru takiego funduszu, który odpowiada ich potrzebom. W otwartych funduszach emerytalnych takiej możliwości nie ma. I tu tkwi podstawowe w moim przekonaniu, nie rozstrzygnięte pytanie – kto ma o tym decydować: ubezpieczeni, ubezpieczyciele czy instytucje administracji państwowej. Jest to problem dużo głębszy niż kwestia złych czy dobrych obyczajów ustawodawczych – to kwestia fundamentalnego modelu rynku. Rozstrzygnięcia nie ma, a wybiera państwo.