SYSTEMY EMERYTALNE WOBEC BUDŻETÓW PAŃSTW

 

Reforma finansów państwa wymaga podjęcia wielu trudnych kroków. Są one niezbędne zarówno z powodu deficytu budżetowego, jak i wysiłku finansowego, koniecznego dla uzyskania środków akcesyjnych z Unii Europejskiej. Jeden ważny krok został już zrobiony - dokonała się reforma systemu emerytalnego.

Marek Góra – Szkoła Główna Handlowa

Każdy system emerytalny generuje pewien dług, który w przyszłości, kiedy kolejne pokolenia przechodzą na emeryturę, powinien być spłacany. Zasadniczym problemem jest to, czy dług ten pozostaje pod kontrolą, czy też nie. W poprzednim systemie zadłużenie narastało w takim tempie, że jego spłacenie nie było by możliwe. Był to dług ukryty, dla zwykłych obywateli niewidoczny, jednak istniał i narastał. Co gorsza, był on przedmiotem manipulacji politycznych.

Zjawiska demograficzne powodują, że liczba osób pracujących, które dzielą się częścią wytworzonego przez siebie produktu ze starszymi pokoleniami, które już nie pracują ale nadal uczestniczą w konsumpcji, stopniowo maleje w stosunku do liczby emerytów. Rośnie więc obciążenie osób aktywnych zawodowo bieżącymi zobowiązaniami emerytalnymi. W pewnym momencie może ono stać się zbyt wielkie. Z tej sytuacji możliwe są dwa wyjścia. Pierwszą jest usiłowanie wywiązania się z tego zobowiązania. Oznacza to obciążenie pracujących dodatkowymi ciężarami, co w statycznym ujęciu może się wydawać realne, ale prowadzi do zahamowania rozwoju gospodarki, ponieważ zostaje ona pozbawiona środków, które przeznaczanych na konsumpcję emerytalną nie finansują wykorzystania czynników produkcji. Pierwsze objawy tego zjawiska możemy w tej chwili obserwować w Niemczech i Francji. Gospodarki tych państw stanęły w miejscu i nie jest to chwilowy zastój wynikający z cyklu koniunkturalnego, tylko znacznie groźniejsze zjawisko strukturalne. Pokolenie pracujące zostało obciążone zbyt dużymi serwitutami i zabrakło środków na podtrzymywanie dynamizmu gospodarki. Zjawisko to narasta lawinowo, bo z jednej strony słabnie przyrost PKB, a z drugiej zwiększa się liczba emerytów. Do dzielenia jest więc coraz mniej, a chętnych coraz więcej. Stosunkowo duża liczba bezrobotnych w Europie, którzy nie mogą znaleźć pracy w słabnącej gospodarce,  w znacznym stopniu wynika właśnie z tego zjawiska. Próba spłaty tych zobowiązań, tworzy negatywne efekty zarówno ekonomiczne jak i społeczne. Jeśli natomiast przejdzie się do porządku dziennego nad zobowiązaniami, gospodarka ruszy z miejsca ale trzeba się liczyć z katastrofalnymi konsekwencjami społecznymi i politycznymi. Innymi słowy, niezależnie które rozwiązanie się wybierze, podtrzymywanie tradycyjnego europejskiego systemu emerytalnego doprowadzi do nieszczęścia.

Trzeba pamiętać, że system bismarckowski, który wciąż dominuje w Europie, powstawał w zupełnie innej rzeczywistości demograficznej i cywilizacyjnej. Pod koniec XIX wieku, kiedy konstruowano jego podstawy, średnie trwanie życia wynosiło ok. 45 lat, a wiek emerytalny 70 lat. Chodziło więc o finansowanie skromnej konsumpcji niedołężnych starców bez żadnych środków do życia, a nie osób starszych ale ciągle jeszcze sprawnych. Można więc powiedzieć, że w ciągu wieku XX niepostrzeżenie zmienił się cel, dla którego system emerytalny w ogóle powstał. Dziś – w przypadku bogatych krajów – ideał emerytury, to wolny czasu na zagraniczne wycieczki czy zajmowanie się wnukami i zasobny portfel, który to umożliwia. Tego niestety nie da się na dłuższą metę realizować, nawet w zamożnych krajach europejskich. Tak samo, w porównaniu z okresem sprzed dziesięcioleci, zmieniła się sytuacja w krajach słabiej rozwiniętych, gdzie portfele emerytów są znacznie cieńsze.

Rząd francuski usiłuje w tej chwili poradzić sobie z problemem systemu emerytalnego, napotykając olbrzymi opór społeczny. Podobny problem ma rząd niemiecki. Oba kraje właśnie z powodu subsydiowania swoich systemów emerytalnych przekraczają normy z Maastrichtt. Jeśli we Francji zwyciężą tendencje populistyczne, to jej przyszłoroczny budżet się rozsypie, ponieważ nie wytrzyma zobowiązań emerytalnych jakie już teraz na nim ciążą. To już nie jest problem teoretyczny czy odległa perspektywa, to jest bieżące zagrożenie. Próby reform jakie z dużą determinacją tam się planuje, to niestety parametryczne półśrodki, które jedynie racjonalizują wydatki emerytalne i pozwolą zbilansować finanse publiczne przez dwa-trzy najbliższe lata. Jednak manipulowanie parametrami takimi jak wiek emerytalny, czy inne wskaźniki, co de facto zmniejsza wysokość emerytury, jest widoczne i dotkliwe społecznie, a jednocześnie nie rozwiązuje problemu w sposób trwały. Innymi słowy, nie jest to propozycja programu pozytywnego, do którego można przekonać obywateli i warto ponieść wyrzeczenia.

Prawdziwą alternatywą – jak to zostało dokonane w Polsce – jest zmiana sytemu emerytalnego. I jest to równocześnie program pozytywny – zamiast dotychczasowego systemu, który w gruncie rzeczy funkcjonował jak system podatkowy, zaproponowano rozwiązanie o klarownej konstrukcji: system wypłaci tyle, ile do niego wpłacono wraz z należnym procentem. Jest to rozwiązanie proste, logiczne, możliwe do kontroli i politycznie znacznie łatwiejsze do wprowadzenia, niż cząstkowe zmiany, które na krótko ratowały stary system. Od 1 stycznia 1999 r. zaczął u nas funkcjonować zupełnie inny system emerytalny. Wszelkie trudności, jakie się po drodze pojawiły: niesprawność ZUS-u, zły obieg informacji czy brak przepływu składek, mają charakter jedynie techniczny i nie podważają faktu, że system zaczął działać. Od tego dnia w inny sposób generowane są zobowiązania emerytalne i nie powstaje już dług, który nie może być spłacony.

Nowy system emerytalny ma to do siebie, że automatycznie bilansuje wpływy i wydatki. Nie jest to pozostawione decyzji polityków czy innych grup nacisku, które z racji swoich doraźnych interesów mogłyby przy tym bilansie manipulować. Oczywiście, ingerować można we wszystko i wszystko rozregulować, ale czym innym jest system, który z racji swej konstrukcji wymaga ingerencji, a czym innym rozwiązanie, które – jak nowy polski system – tego nie potrzebuje.

Ważną zaletą naszego systemu emerytalnego jest to, że nie spowalnia rozwoju gospodarczego, a wręcz przeciwnie, sprzyja jego wzrostowi. Przede wszystkim jest neutralny ekonomicznie, co znaczy, że nie powoduje dodatkowych obciążeń dla gospodarki, tak jak dzieje się w tej chwili we Francji i w Niemczech. Poza tym przynajmniej część środków z tego systemu może być za pośrednictwem Powszechnych Towarzystw Emerytalnych lokowana w inwestycjach. A bez inwestycji, zwłaszcza w sektorze prywatnym nie ma wzrostu gospodarczego. Żałować należy jedynie, że możliwość ta wykorzystywana jest w tak małym stopniu. Istnieje zawsze ryzyko, że PTE kupując obligacje skarbowe finansują bieżącą konsumpcję i bieżące potrzeby finansów publicznych, a nie programy rozwojowe gospodarki państwa. Trzeba pamiętać, że te obligacje państwo kiedyś będzie musiało wykupić i zrobi to ze środków publicznych, czyli z podatków społeczeństwa. Paradoksalnie, im atrakcyjniejsze jest dziś oprocentowanie obligacji skarbowych, tym więcej sami za ten dług, poprzez podatki w przyszłości zapłacimy. Na tej operacji wszyscy stracimy, ponieważ system emerytalny jest powszechny, a więc wszyscy będziemy płacić. Na szczęście część środków gromadzonych przez nas w OFE przeznaczana jest jednak na inwestycje i przyczynia się do wzrostu emerytur w przyszłości. Przy wyższym PKB będzie można więcej pieniędzy przeznaczyć na emerytury. Optymalne było by wyeliminowanie w przyszłości obligacji skarbowych z portfeli funduszy emerytalnych.

Te dwie zalety nowego systemu emerytalnego: uniemożliwienie niekontrolowanego wzrostu obciążeń dla gospodarki i sprzyjanie wzrostowi gospodarczemu dają w nadchodzących dziesięcioleciach istotną przewagę wobec innych państw europejskich. Projekcje OECD dotyczące kształtowania się wydatków emerytalnych i bieżących kosztów obsługi długu emerytalnego, pokazują jak bardzo sytuacja Polski jest korzystna. Wydatki emerytalne w większości krajów OECD będą bardzo silnie rosły, natomiast w Polsce, która teraz ma wysokie wydatki emerytalne, będą maleć. Za 50 lat będziemy należeć do krajów, które na emerytury wydają najmniej. I wszystkie te kraje, tzn. Wielka Brytania, Szwecja, Polska i Węgry dokonały głębokich reform emerytalnych. Będzie to bardzo istotne odciążenie dla gospodarki. Równie ważne są koszty obsługi długu emerytalnego. Mechanizm procentu składanego powoduje, że nie obsługiwany dług eksploduje – staje się tak duży, że nie sposób go opanować. OECD dokonało próby oszacowania, jaką część PKB każdy z krajów musi przeznaczyć rocznie na obsługę długu emerytalnego, by utrzymać go pod kontrolą. Niemcy muszą wydawać w tym celu prawie 4% PKB, a Francja niemal 6% PKB. To są olbrzymie wydatki, z punktu widzenia rozwoju gospodarczego, zupełnie martwe. Polska jest w zupełnie innej sytuacji – możemy nawet pozwolić sobie na niewielki, sięgający 1% PKB wzrost długu, bez ryzyka utraty kontroli nad nim. Oznacza to jeszcze, że np. wobec Francji różnica wynosi 7% PKB i o tyle szybciej możemy się rozwijać. To jest pewien potencjał, dzięki któremu możemy szybciej zmniejszać ogromną lukę jaka istnieje w rozwoju gospodarczym między Polską, a takimi krajami jak Francja. Dzięki nowemu systemowi emerytalnemu powstały więc dodatkowe warunki, sprzyjające szybszemu nadrabianiu dystansu dzielącego nasz kraj od bogatych krajów Europy. Problem tylko w tym, czy te warunki będziemy potrafili wykorzystać.

Jeśli środki otwartych funduszy emerytalnych zasilą poprzez rynki finansowe rzeczywisty rozwój, czyli inwestycje, to wykorzystamy tę szansę. Wówczas paradoksalnie, nawet przy wolniejszym przyroście kont emerytalnych, efekt końcowy będzie znacznie korzystniejszy, niż wtedy, gdyby środki te angażować w atrakcyjniej oprocentowany dług publiczny. W powszechnym systemie emerytalnym o wysokości emerytur decyduje bowiem z jednej strony stan indywidualnego konta, a z drugiej realny stan gospodarki. Ważne również, aby inwestycje lokować w tych obszarach, których zapóźnienie hamuje rozwój, a więc przede wszystkim w edukacji, infrastrukturze, komunikacji. Wówczas te 5-6 punktów nadwyżki, stanie się znaczącym czynnikiem wzrostu.