
WIDMO PIERWSZEJ EMERYTURY |
|
W dniu 27
września w nr 29 Gazety Finansowej opublikowany został artykuł Jarosława
Bauca „Widmo pierwszej emerytury” Zawiera on wiele istotnych ocen
dotyczących efektywności funkcjonowania II filaru systemu
emerytalnego. Z tego względu wart jest przytoczenia. Jarosław
Bauc – Prezes Zarządu PTE Skarbiec-Emerytuara S.A.
Reforma
emerytalna w części dotyczącej OFE jest skonstruowana tak, że
przyszli beneficjanci, czyli emeryci, nie mają z góry założonego
poziomu świadczeń, mają natomiast zdefiniowany poziom składki.
System ten jest z definicji zawsze wypłacalny. Trochę inaczej wygląda
to w pierwszym filarze, ale generalnie myślenie poszło w tym kierunku.
Trzeba
było odejść od zdefiniowanego świadczenia na rzecz określonej składki.
Jakie świadczenie z tej składki będzie w przyszłości, zależy od
efektywności systemu. Z tym mamy jednak wielorakie problemy. Po
pierwsze, pojawia się problem o charakterze logistycznym. Przyszli
emeryci nie otrzymują wszystkich składek, które wpłacają na bieżąco.
Nawet nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy to, co wpływa na ich
rachunek, to jest wszystko za dany miesiąc, czy nie. Szacuje się, że
nie wpłynęło ok. 10 mld zł z 40 mld, które dziś są na rachunkach.
Jeśli ten problem nie zostanie szybko rozwiązany, idea reformy
emerytalnej zostanie wzruszona, jeśłi nie w ogóle skompromitowana.
Uchwalona dopiero ustawa pokazuje tylko, w jaki sposób dług będzie spłacany.
Nie wiadomo jednak, czy ZUS będzie w stanie zrealizować harmonogram spłat
w latach 2003-2006. Drugi
problem, natury systemowej, to możliwości lokacyjne funduszu. Jeśli
regulacje dotyczące możliwości inwestycyjnych będą prowadziły –
poprzez mechanizmy konkurencji – do efektywnego zarządzania aktywami,
emerytury będą wyższe, a gospodarka będzie miała z tego większy pożytek,
ponieważ kapitał popłynie tam, gdzie go brakuje. Tymczasem przyjęto
zasadę, że urzędnik wie lepiej, gdzie inwestować od osób, które
zawodowo trudnią się zarządzaniem aktywami i które odpowiadają za
to posadą i reputacją. Narzucono nam szereg limitów oraz listę
instrumentów, w które można inwestować. Bez
zmiany zasad prowadzenia polityki lokacyjnej gospodarka nie będzie miała
pełnego pożytku z oszczędności ludzi, którzy są w systemie, a
ludzie nie będą mieli pożytku z właściwej stopy zwrotu z tych
inwestycji. Widać to już dzisiaj – w II filarze jest 40 mld zł, a
system już się krztusi. Gdyby
nie wysyp obligacji rządowych, praktycznie nie byłoby w co lokować środków.
Zasady prowadzenia polityki inwestycyjnej muszą być bardziej
elastyczne, muszą przewidywać nowe instrumenty finansowe, większą
elastyczność limitów. Trzecim
problemem jest konstrukcja systemu, tzw. minimalnej wymaganej stopy
zwrotu, która prowadzi do nieefektywnego lokowania
środków, ponieważ fundusze są oceniane nie z punktu widzenia
długofalowego interesu członków, tylko z punktu widzenia krótkookresowych
efektów inwestycji. Minimalna wymagana stopa zwrotu oznacza ponadto taką
sytuację, że fundusze małe zmuszone są do naśladowania działań
funduszy dużych, w tym do naśladowania błędów. Załóżmy, że mamy
wiedzę na temat jakiejś spółki, obserwujemy ją i rynek na jakim
działa. Nawet jeżeli wierzymy w jej sukces za 3-4 lata, nie inwestuje
się w tę spółkę, jeśli nie robią tego inne fundusze. W efekcie
fundusze są zmuszone lokować środki nieefektywnie tylko dlatego, że
tak samo robią inni, którzy decydują o tej minimalnej wymaganej
stopie zwrotu. To wymuszone naśladownictwo jest niewłaściwe z punktu
widzenia polityki inwestycyjnej, deformuje wycenę rynkową spółek i
poprzez błędną alokację oszczędności obniża tempo wzrostu
gospodarki. Czwarta
wada systemu to jednolity, homogeniczny produkt. Ludzie nie są
identyczni – nie kupują tych samych telewizorów i samochodów –
ale są zmuszeni kupować tę samą emeryturę. Różnimy się między
sobą wiekiem, zamożnością, poziomem akceptacji ryzyka. Nie ma żadnego
argumentu przemawiającego za tym, że wszystkim powinno się proponować
jeden produkt. W przyszłości należy zdecydowanie urozmaicić ofertę
produktów funduszy emerytalnych. Na razie wygląda na to, że regulator
sektora w ogóle nie myśli o dywersyfikacji produktowej. Co prawda,
czekają nas fundusze B, dla tych osób, które niedługo wejdą w wiek
emerytalny, ale to jest mały wyłom w systemie. Idąc dalej można
zapytać dlaczego przyszły emeryt ma „do wyboru” jeden fundusz?
Taka osoba mogłaby przecież podzielić swoje składki między różne
fundusze, co prowadziłoby do dodatkowej konkurencji na rynku. System
jest przeregulowany. Towarzystwa emerytalne, które zarządzają
funduszami emerytalnymi, mają bardzo ograniczoną swobodę we
wszystkim. Nawet na przeniesienie siedziby na drugą stronę ulicy muszą
uzyskać zgodę Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych.
Zamiast ograniczeń i usprawnień w zakresie podstawowych funkcji,
aparat kontrolny się rozrasta. Oznacza to podwyższenie opłat na rzecz
nadzoru, co w przyszłości negatywnie odbije się na wysokości
emerytur. Z
ogólnie słusznej idei wyrósł szereg problemów natury zarówno
logistycznej, jak i efektywnościowej. Trzeba nad tym pracować.
Nowelizacja ustawy, która ostatnio nastąpiła, nie podjęła tych głównych
wątków. Trochę ograniczyła koszty systemowe, ale tez wpłynęła
negatywnie na generowanie dochodów
przez towarzystwa oraz ograniczyła mechanizmy rynkowe. Jak to często
przy urzędniczym podejściu bywa, widać prymat rozwiązań
administracyjnych nad
rynkowymi. Rząd i komisja
nadzoru mają przeświadczenie, że urzędnik wie lepiej. Już wkrótce
pojawi się okazja powrotu do prac nad ustawą w związku z funduszami
B. Stworzy to okazję do zajęcia się wymienionymi wyżej podstawowymi
kwestiami. A zająć się nimi trzeba, ze względu na jeszcze jeden
problem, o którym – niestety – nasz świat polityki nie myśli. Dziś
wiadomo, jak zorganizowany jest system zbierania i inwestowania składek.
Nikt natomiast nie ma pojęcia, jak, przez kogo i na jakich zasadach mają
być wypłacane przyszłe emerytury. Już za kilka lat pojawi się
konieczność dokonania pierwszych wypłat. Warto pomyśleć o tym już
dziś.
|