
BENCHMARK DLA OFE |
|
Komunikaty Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych o wysokości
stóp zwrotu otwartych funduszy emerytalnych są okazją , niezależnie
od osiąganych wyników, do dyskusji nad wartością obowiązującej
metody porównywania wyników inwestycyjnych. Dawid Sukacz – członek Zarządu Commercial Union PTE
W
chwili obecnej, po prawie czteroletnim okresie funkcjonowania otwartych
funduszy emerytalnych na naszym rynku kapitałowym wydaje się, że
nadszedł czas aby zastanowić się nad obowiązującymi mechanizmami
porównywania wyników inwestycyjnych OFE. Można bowiem zauważyć, iż
pomimo swej ułomności i de facto błędnej konstrukcji, niewiele się
mówi i pisze na ten temat. Medialna siła i prostota publikowanych co
kwartał rankingów stóp zwrotu OFE jest widocznie tak duża, że aż
porażająca. Jednocześnie czteroletni okres historii dostarcza już
jakiegoś materiału do porównań i analiz, który może zostać
wykorzystany właśnie w takiej dyskusji.
– połowa
średniej ważonej (aktywami) stopy zwrotu wszystkich OFE z
ostatnich ośmiu kwartałów, –
lub
właśnie ta średnia minus cztery punkty %. –
skrzywienie
horyzontu inwestycyjnego OFE, –
spłaszczanie
różnic między funduszami
czy też brak możliwości wprowadzenia przez OFE strategii długoterminowej.
Oprócz
określonego ryzyka biznesowego dla zarządzającego, jakie niesie ze
sobą minimalna stopa zwrotu warto również zastanowić się jak wpływa
ona na strategie inwestycyjne. Pierwsza ułomność została wskazana już
wcześniej – długoterminowe oszczędności rozliczane są w okresach
kwartalnych. Jednak wydaje się, że dużo większym problemem jest de
facto funkcjonowanie średniej ważonej stopy zwrotu jako swoistego
benchmarku dla OFE. Dlatego
też należy zadać pytanie czy jest to sytuacja właściwa. Otóż
zdecydowanie nie. Średnia ważona nie spełnia bowiem żadnego z warunków
jakim powinien odpowiadać dobry benchmark. Zanim jednak o tym, spróbujmy
przybliżyć samą definicję benchmarku. O ile bowiem dla uczestników
rynku kapitałowego pojęcie to jest jak najbardziej znane, to jednak
wydaje się, że znajomość ta jest bardziej intuicyjna. Według mnie
jedna z lepszych definicji mówi, iż benchmark powinien być inwestowalnym
portfelem, który odpowiada pod względem charakterystyki
fundamentalnej, ryzyka i oczekiwanego zwrotu aktywnemu portfelowi danego
fund managera w sytuacji gdy nie jest on aktywnie zarządzany. W
definicji tej najważniejszy jest zwrot – w sytuacji gdy nie jest
on aktywnie zarządzany. Oznacza to, że benchmark de facto
odpowiada portfelowi pasywnemu, natomiast fund manager dostosowując
portfel wyłącznie do zmian benchmarku, powinien być w stanie wiernie
skopiować jego zachowanie. Dodatkowo nie powinny występować żądne
systematyczne „skrzywienia” lub ryzyka pomiędzy aktualnym aktywnym
portfelem fund managera, a benchmarkiem który odpowiada jego stylowi.
Oznacza to, że beta portfela aktywnego w stosunku do benchmarku powinna
wynosić 1. Różnica performance pomiędzy
portfelem, a benchmarkiem powinna w całości wynikać z
idiosynkratycznych umiejętności fund managera do identyfikacji
atrakcyjnych i nieatrakcyjnych okazji inwestycyjnych. Nie powinna
natomiast być wynikiem jakichkolwiek systematycznych czynników
rynkowych, nie związanych z procesem inwestycyjnym danego fund
managera. Czy tak się dzieje w przypadku średniej ważonej ? –
zdecydowanie nie. Dla
podkreślenia wadliwości konstrukcji średniej ważonej prześledźmy również
warunki jakim powinien odpowiadać prawidłowo skonstruowany benchmark
– jest ich pięć następujących: -
benchmark
powinien być określony: może
to brzmi w sposób zbyt oczywisty jednak mówimy o tym, że zarówno
inwestor jak i zarządzający powinni dokładnie wiedzieć jak benchmark
jest skonstruowany i czemu służy, -
powinien
być inwestowalny: oznacza
to, że przy braku jakichkolwiek działań „aktywnych” ze strony
zarządzającego, powinien on być w stanie przynajmniej w pełni
skopiować dany benchmark, a tym samym skopiować jego performance.
-
powinien
być odpowiedni: odpowiedni
do zarządzanego portfela, tzn. powinien oddawać specyfikę profilu
ryzyka -
powinien być określony z góry: właściwy
dla portfela o danej charakterystyce benchmark powinien być określony
z góry przed rozpoczęciem procesu inwestycyjnego, -
powinien
być publiczny: co
oznacza, że zarządzający powinni
mieć pełen dostęp do informacji o instrumentach wchodzących w skład
danego benchmarku. Informacja ta powinna również zawierać
charakterystykę tych instrumentów tak, aby zarządzający mógł mieć
opinie na ich temat. W przeciwnym wypadku, zarządzający braliby na
siebie odpowiedzialność za performance instrumentów, o których nic
nie wiedzą. Z
powyższego widać wyraźnie, że średnia ważona nie spełnia żadnego
z wymienionych warunków. Zresztą wystarczy wspomnieć, że w
literaturze przedmiotu znajdziemy wiele prac wskazujących, iż benchmark
średniego managera – o takim właśnie mówimy, jest najgorszym z
możliwych rozwiązań. Co gorsza, w przypadku OFE wprowadzenie niewłaściwego
benchmarku powiązane zostało z mechanizmem kary finansowej dla zarządzającego
(ryzyko dopłaty). Takie rozwiązanie spowodowało, że ocena
wyników inwestycyjnych funduszy emerytalnych została całkowicie
wypaczona. Zamiast porównywania i oceniania osiąganych stóp zwrotu z
ponoszonym ryzykiem i specyfikacją fundamentalną portfeli danych OFE,
mamy krótkoterminowy konkurs piękności – rankingi dwuletniej
stopy zwrotu, które odnoszone są na dodatek do rentowności portfela średniego
managera. W ostatnim
czasie ustawodawca jeszcze bardziej pogorszył sytuację. W pracach nad
nowelizacją ustawy o funkcjonowaniu
otwartych funduszy emerytalnych, wprowadzone zostały bowiem
zapisy dodające do obecnej konstrukcji kary –
również konstrukcję nagrody – cześć opłaty za zarządzanie
jako premia za osiągane wyniki inwestycyjne. Co ciekawsze, zmienione
zostały również zasady liczenia średniej ważonej – ustalony został
maksymalny poziom udziału w średniej na 15%. Można by powiedzieć, iż
wprowadzona została odpowiednia symetria, bo skoro istniało ryzyko, to
powinna być również motywacja pozytywna. Nic bardziej mylnego.
Otóż nagroda ta została najpierw zabrana PTE (jest to część
istniejącej obecnie opłaty za zarządzanie), którą to dopiero można
niejako częściowo odzyskać – tylko fundusz o najwyższej stopie
zwrotu w danym okresie rozliczeniowym ma prawo do pełnej wartości
rachunku premiowego[4].
O
ile więc sama zasada wynagradzania za wyniki wydaje się jak
najbardziej słuszna, to trzeba jednak zauważyć, że legislator
zapomniał o jednej podstawowej kwestii – braku symetrii pomiędzy
podmiotami ponoszącymi ryzyko i otrzymującymi potencjalna nagrodę.
Dodatkowo w obszarze zarządzania aktywami mechanizm nagrody za wyniki
stosowany jest praktycznie wyłącznie w przypadku funduszy
headgingowych, nie mówiąc już o tym, że w niektórych krajach jest
wręcz zabroniony. Podsumowując
zaprezentowane wcześniej kwestie należałoby zadać pytanie o to, jak
w takiej sytuacji powinna wyglądać zmiana obecnego stanu ? Otóż
wydaje się, że przede wszystkim należałoby zrezygnować z odnoszenia
wyników OFE do średniej ważonej, eliminując jednocześnie zarówno
system karania jak i nagradzania. Ocena wyników
inwestycyjnych powinna natomiast przybrać wyłącznie formę
merytoryczną. Oprócz prostego rankingu stóp zwrotu osiągniętych w
danym okresie, należałoby również wprowadzić miary ryzyka czy też
analizę specyfiki fundamentalnej danych portfeli (płynność,
koncentracja, ryzyko stopy procentowej, tracking error, etc.). W
przypadku inwestycji długoterminowych wyniki krótkoterminowe powinny
mieć wyłącznie charakter informacyjny, a z punktu widzenia klienta na
pierwszy plan powinna się wybijać kwestia stabilności i jakości
wyników. Zastanawiając się jednocześnie nad ewentualnymi
propozycjami rozwiązań wydaje się, iż nie ma co wyważać otwartych
drzwi. Opracowane i przyjęte przez AIMR[5]
standardy prezentacji wyników
inwestycyjnych – Global Investment Performance Standards z całą
pewnością mogłyby stanowić bardzo dobry punkt wyjścia. Natomiast
ich modyfikacja czy ewentualne dostosowanie do warunków w jakich
funkcjonują OFE, powinno mieć na celu wyłącznie zapewnienie jak
najlepszej i pełnej informacji dla klientów, tak aby nie byli oni
skazani wyłącznie na proste rankingi kwartalnych stóp zwrotu.
Stanowi
wyraz osobistej wiedzy i opinii autora i nie powinien być inaczej
interpretowany [1]
(stopa zwrotu danego OFE – minimalna stopa zwrotu) < 0 [2]
dotychczasowa historia pokazała, iż taka sytuacja jest jak
najbardziej możliwa, jeden z funduszy emerytalnych zmuszony był
trzykrotnie dopłacić łącznie swoim klientom 55,46
miliona PLN. [3]
Dla przykładu fundusz, który był zmuszony do dopłaty –
w rankingu dwuletniej stopy zwrotu na koniec czerwca b.r. zajął
pierwsze miejsce z wynikiem 45,16%, tylko, że aż 10,05% pochodziło
z dopłat PTE. Tak więc rzeczywiście wypracowany przez zarządzającego
zysk wyniósł tylko 35,11%, co plasowało się dopiero na 7
miejscu. W tym miejscu warto rozwinąć wadliwość tej konstrukcji. Mianowicie nie dość, że dane są fałszywe to jeszcze łatwo możemy wskazać na sytuację w której fundusz lub fundusze o odpowiednio dużym wpływie na średnią ważona poprzez potencjalną dopłatę niejako mógłby zmusić wszystkie pozostałe OFE do dopłat w kolejnych okresach rozliczeniowych. [4]
Dla lepszego zobrazowania tego mechanizmu można
powiedzieć, iż to mniej więcej tak
jakbyśmy obwieścili pracownikowi że wprowadzamy dla niego
system motywacyjny, który polega na tym, że część obecnego
wynagrodzenia będzie mógł dostać w kolejnym miesiącu pod
warunkiem, że przepracuje X godzin więcej.
[5]
Association for Investment Management and Research
|