
Przez system emerytalny
przepływa olbrzymi strumień środków finansowych. Niektórym uczestnikom
dyskusji wydaje się, że wystarczy zmniejszyć ilość pieniędzy, które
trafiają do otwartych funduszy emerytalnych, a stan finansów publicznych
poprawi się. To jest złudzenie, realne jedynie w świecie kreatywnej księgowości.
Kreatywna księgowość jest w stanie uzasadnić wszystko, ale do czasu –
potem prawda i tak wychodzi na jaw.
Przypomnijmy po pierwsze,
że środki finansowe przepływające przez system emerytalny nie są ani
bezimienne, ani też niczyje. Są to indywidualne składki, należące do
konkretnych osób, które w tym systemie mają własne, indywidualne konta.
Manipulowanie składkami narusza ich poczucie bezpieczeństwa, które jest
rezultatem m.in. uniezależnienia przyszłych emerytur od decyzji politycznych.
Przypomnijmy również, że
składki, po zapisaniu na kontach osób za które zostały zapłacone, wracają
do gospodarki - ponieważ nie ma innego sposobu pomnożenia ich wartości -
czyli zostają wydane. Zapisane zobowiązania będą realizowane w przyszłości,
w momencie gdy uczestnicy sytemu przejdą na emeryturę. Księgowanie zobowiązań
systemu emerytalnego ma dla ludzi tę zaletę, że są one dobrze zdefiniowane i
w przyszłości, gdy wytworzony wówczas PKB dzielony będzie między pracujących
i emerytów, nie będą mogły podlegać manipulacjom, naciskom czy arbitralnym
decyzjom, jak w poprzednim systemie, który dawał obietnice, ale swoich zobowiązań
nie księgował.
Nie miejmy złudzeń. Stary
system emerytalny był swego rodzaju piramidą finansową, która żeby
funkcjonować potrzebuje coraz większego dopływu środków z zewnątrz. Zmiana
struktury demograficznej, starzenie się społeczeństwa spowodowała, że nie
było to możliwe bez ciągłego podnoszenia składek (przypomnijmy, że jeszcze
na początku lat 80-tych składka na wszystkie ubezpieczenia społeczne wynosiła
jedynie 15,5%) i system skazany był na bankructwo, tak jak każda piramida
finansowa. Jesteśmy tego świadkami w wielu krajach, szczególnie w Niemczech
czy Francji, których gospodarki pogrążone są w stagnacji w znacznym stopniu
na skutek obciążenia finansowaniem agonii niewydolnych systemów emerytalnych.
W Polsce system emerytalny
został gruntownie zmieniony i nie ma już charakteru piramidy finansowej, ale
nadal trzeba realizować zobowiązania starego systemu wobec milionów osób, które
obecnie są na emeryturze. Płaci je budżet państwa, co jest zrozumiałe i nie
stanowi żadnej zmiany, jako że stary system emerytalny miał i tak charakter
parabudżetowy.
Obie części nowego
powszechnego systemu emerytalnego wykorzystują indywidualne konta. Wpłacenie
składki rodzi wobec konkretnej osoby zobowiązanie systemu do oddania wpłaconej
kwoty powiększonej o należny procent według określonych z góry zasad. W
tradycyjnym (bismarckowskim) systemie emerytalnym zamiast zobowiązania była
obietnica polityczna. Czyniło to system emerytalny częścią budżetu i
ekonomicznie upodabniało składki do podatków.
W systemie wykorzystującym
indywidualne konta emerytalne składka nie jest już podatkiem
i to nawet wtedy, gdy jej płacenie, wartość i sposób wykorzystania są
regulowane. Po jej zapłaceniu powstaje bowiem określone ex ante zobowiązanie
wobec konkretnej osoby, czyli upraszczając trochę, zapłacone pieniądze wciąż
należą do osoby, która je zapłaciła lub za którą zostały zapłacone. W
starym systemie („wspólny worek”) zobowiązania wobec konkretnej osoby określane
są ex post na podstawie decyzji politycznej, określającej parametry formuły
emerytalnej.
|
Dla osób urodzonych
przed 1 stycznia 1949r. w systemie nic się nie zmieniło. Dla osób
urodzonych po 31 grudnia 1948r. stary system został całkowicie zastąpiony
przez nowy, zaprojektowany według poniższych zasad: ·
system emerytalny ostał wydzielony w ramach ubezpieczeń społecznych –
dawna składka „na ZUS” (45% podstawy wymiaru) została ubruttowiona i
zastąpiona przez cztery składki: emerytalną (19,52%) oraz trzy inne składki
(razem 17,07%); ·
strumień składek przepływający przez system emerytalny (19,52%) został
rozdzielony na dwa strumienie: pierwszy (12,22%) tworzy na kontach zobowiązania
narastające w tempie określonym przez wzrost realnej gospodarki, drugi
(7,3%) tworzy na kontach zobowiązania narastające w tempie określonym
przez sytuację na rynkach finansowych; ·
indywidualna emerytura, czyli annuitet zależy od sumy zobowiązań
zakumulowanych na obu typach kont (im większa kwota tym wyższy annuitet)
oraz od wieku rozpoczęcia jej pobierania (im późniejsze rozpoczęcie
pobierania annuitetu tym wyższa jego wartość). Uwaga: Oba typy
indywidualnych kont emerytalnych popularnie zwane są filarami, co jest
trochę mylące i utrudnia zrozumienie konstrukcji nowego powszechnego
systemu emerytalnego. |
Zrozumienie mechanizmu działania
nowego systemu emerytalnego wymaga dostrzeżenia, że reforma polegała nie
tylko na wprowadzeniu otwartych funduszy emerytalnych, ale gruntownie zmieniła
funkcjonowanie systemu emerytalnego jako całości – w tym również część
obsługiwaną przez ZUS. W nowym systemie emerytalnym ZUS obsługuje
indywidualne konta, podobnie jak PTE; będzie się zajmować również przekształcaniem
stanu kont w annuitety (nota bene w przyszłości obie te funkcje powinny być
rozdzielone i nie jest konieczne, aby którąkolwiek z nich wykonywał ZUS), a
więc pełnić tę rolę, jaką w stosunku do kont w OFE będą wykonywać zakłady
emerytalne. Tak więc, wobec obu części systemu, zarówno tej obsługiwanej
przez ZUS, jak i części obsługiwanej przez PTE prawdziwe jest stwierdzenie,
które jest jednocześnie najkrótszym opisem nowego systemu emerytalnego: każdy
uczestnik dostanie w postaci emerytury tyle, ile do systemu wpłacił, plus
procent wynikający z tego, że w międzyczasie jego pieniądze „pracowały”.
Podobieństwo zadania wykonywanego w systemie przez ZUS i PTE, choć nie da
wszystkich oczywiste, jest najlepiej widoczne, gdy rozważymy sytuację, w której
towarzystwa emerytalne za środki ze składek kupują jedynie obligacje
skarbowe. Wtedy tak ZUS, jak i PTE zajmują się po prostu rolowaniem długu
publicznego, czyli przesuwaniem go w przyszłość.
W starym systemie nie
wykazywano środków przepływających przez system emerytalny. Jedynym śladem
ich przepływu była informacja o ewentualnym deficycie. Tylko jego wartość
pojawiała się w budżecie. Stworzenie kont emerytalnych w obu częściach
systemu (zwanych popularnie, choć nieprecyzyjnie, filarami) zapewniło
przejrzystość zobowiązań zarówno wobec indywidualnych uczestników jak i
zobowiązań całego systemu. Nie wynikają z tego żadne dodatkowe obciążenia
dla społeczeństwa. Ponieważ nie zmieniła się ani liczba osób płacących
składki, ani ich wysokość, to strumień środków wpływających do systemu
jest taki sam. Liczba emerytów i wysokość świadczeń również nie uległa
zmianie, a więc również wypłaty z systemu nie zmieniły się.
Zmienił się natomiast sposób księgowania w budżecie
części środków przepływających przez system emerytalny, co prowadzi do
nieporozumień. Stosowana metoda księgowania nie pokazuje bowiem co się dzieje
z tym strumieniem pieniędzy. Środki, które przepływają przez konta obsługiwane
przez ZUS, nadal nie są ujmowane w rachunkach, natomiast środki przepływające
przez konta w OFE traktuje się jako dług. Tymczasem środki przepływające
przez konta ZUS-owskie również tworzą dług publiczny, podobny do tego, który
powstaje przy emisji obligacji skarbowych. Jednak emocje budzą tylko obciążenia
budżetu na rzecz otwartych funduszy emerytalnych, ponieważ są ujawniane.
Pojawia się pokusa, by je zmniejszyć, powiększając część składki
przekazywanej do ZUS. Z punktu widzenia realnego deficytu budżetowego byłby to
ruch pozorny, ponieważ nie zmniejszyłby wielkości całego długu, a zwiększył
jedynie jego nie księgowaną część, którą co prawda można ukryć, ale obsługiwać
jednak trzeba. Nota bene, pomysłodawcy takiego rozwiązania wciąż myślą
(niesłusznie), że środki przepływające przez konta emerytalne w ZUS są
podatkami. Nie dostrzegają, że stary system, w którym to było prawdą został
definitywnie zlikwidowany 31 grudnia 1998r. Zamieszczony rysunek pomaga prześledzić
przepływy środków od pracujących do emerytów oraz zmiany, jaka została
dokonana w tym zakresie.
Gdyby OFE całość środków ze składek, pomijając
koszty zarządzania, przeznaczyły na zakup obligacji skarbowych, to skutek dla
gospodarki byłby całkowicie neutralny. Wzrost podaży papierów skarbowych
odpowiadałby dokładnie wzrostowi popytu na te papiery. Fundusze emerytalne całość
kwot zaksięgowanych na indywidualnych kontach emerytalnych wpłacałyby do budżetu,
kupując obligacje skarbowe. W rezultacie budżet państwa dysponowałby na inne
wydatki taką kwotą, jakby systemu emerytalnego w ogóle nie było. Taka
sytuacja ma miejsce w przypadku kont obsługiwanych przez ZUS. Tam zależność
ta jest zawsze automatycznie spełniona i dlatego nie emituje się
„zusowskich” obligacji – choć miałoby to duże znaczenie edukacyjne i
pozwalało na lepszą kontrolę nad całością zadłużenia systemu
emerytalnego.
Sytuacja przestaje być neutralna dla budżetu –
choć dla gospodarki może stać się nawet korzystna, gdy część środków
przepływających przez konta w funduszach przeznaczana jest na zakup aktywów w
sektorze prywatnym, czyli realne inwestycje. Finansowanie inwestycji jest
niezwykle w tej chwili potrzebne gospodarce, poza tym zapewni w przyszłości
pokrycie części zobowiązań emerytalnych z zysków, a nie podatków, które
społeczeństwo będzie musiało samo sobie zapłacić aby wykupić nabyte wcześniej
obligacje. Patrząc z tej perspektywy, składki przepływające przez fundusze
emerytalne powinny docelowo w całości być przeznaczane na inwestycje w
sektorze prywatnym. W dzisiejszych realiach oznaczało by to dla budżetu
problemy z płynnością, więc należy dążyć do takiej sytuacji krok po
kroku, stopniowo ale konsekwentnie.
Postulat całkowitego zaangażowania
środków z OFE w sektor prywatny może się wydawać sprzeczny z zasadami
budowy portfeli inwestycyjnych i ryzykowny z punktu widzenia ich bezpieczeństwa.
Jednak w skali całego systemu emerytalnego problem wygląda inaczej.
Towarzystwa emerytalne zarządzają tylko częścią środków uczestników
systemu (3/8 składki). Druga część (pozostałe 5/8 składki) w całości
opiera się na rolowaniu długu publicznego. To znaczy, że przyszłe dochody
emerytalne w części obsługiwanej przez ZUS pochodzić będą ze zobowiązań
zabezpieczonych ekonomicznie w sposób analogiczny do obligacji skarbowych. Aby
zdywersyfikować ryzyko należy więc dążyć do zdecydowanej przewagi
instrumentów innych niż rządowe papiery dłużne w portfelach OFE.
Tu warto się odnieść do
zarzutu, że otwarte fundusze emerytalne zbyt mało środków zaangażowały w
gospodarkę. Każdy, kto rzetelnie przeanalizuje warunki w jakich funkcjonuje ta
część systemu emerytalnego dojdzie do wniosku, że przyczyny tkwią w stanie
gospodarki, w rynkach kapitałowych, obowiązujących regulacjach. Splot tych
czynników powoduje, że podaż instrumentów finansowych za pomocą których
fundusze emerytalne mogłyby inwestować w gospodarkę jest zbyt mała – po
prostu nie ma czego kupić. Warto więc pytać nie o to, dlaczego fundusze
emerytalne tak mało inwestują bezpośrednio w gospodarkę, ale co powoduje, że
gospodarka w tak niewielkim stopniu potrafi wykorzystać duże i łatwo dostępne
środki, gromadzone przez przyszłych emerytów w OFE. Nie ferujmy więc łatwych
i użytecznych dla bieżących gier politycznych wyroków, tylko twórzmy
warunki w których OFE będą mogły zwiększyć swój udział w gospodarce.
Przekazywanie części składki
na konta w OFE zmniejsza zobowiązania drugiej części systemu, który inaczej
musiałby wziąć na siebie wypłatę całości emerytur. Niestety, księgowany
jest jednak tylko koszt jaki się z tym wiąże, a nie księguje się spadku
zobowiązań sektora publicznego. To tak, jakbyśmy wykupywali dług
zagraniczny, biorąc pod uwagę jedynie koszt tej operacji, a pomijali jej
skutek, czyli zmniejszenie samego długu. Warto jasno powiedzieć, że
przekazywanie środków do OFE jest operacją analogiczną do wykupywania długu.
Można powiedzieć, że swoje przyszłe emerytury otrzymujemy już dziś, ale
nie „do ręki” tylko na konta emerytalne. Operacja ta jest bardzo korzystna,
choć nie od razu dla wszystkich jest to widoczne. Korzyść dla gospodarki
bierze się stąd, że zamieniliśmy „złe długi” starego systemu, nad którymi
nikt nie panował, na cywilizowane zadłużenie, których obsługa jest tańsza.
Gdyby przepływ obu
strumieni środków przez system emerytalny księgowano w sposób właściwy i
jednolity, propozycje zmniejszenia składek przekazywanych do funduszy
emerytalnych w ogóle nie pojawiłyby się w dyskusji nad deficytem budżetowym.
W obecnej wersji traktowania obu części systemu jest to wręcz modelowy przykład
sytuacji w której istnieje możliwość „zamiatania pod dywan”, czyli
ukrywania długu. W konsekwencji istotne decyzje mogą być podejmowane na
podstawie niepełnych informacji, a więc w sposób nie do końca racjonalny, a
więc droższy.
Co by się zatem stało,
gdyby jak chcą niektórzy politycy, zmniejszyć wysokość składki
przekazywanej do otwartych funduszy emerytalnych? Warto ponownie skorzystać z
rysunku. Zmieniłaby się na nim proporcja przepływów symbolizowanych strzałkami,
ale nie zmieniłaby się suma wartości obu przepływów. A to właśnie ta suma
daje dopiero wyobrażenie o skali obciążenia gospodarki systemem emerytalnym.
Nota bene, skutki takiej decyzji paradoksalnie uderzyłyby w budżet państwa.
Atrakcyjne instrumenty finansowe sektora prywatnego są na tyle trudno dostępne,
że fundusze dysponując mniejszą ilością środków nie wyzbyłyby się ich,
a rezygnowały raczej z rządowych papierów dłużnych, co prowadziłoby do
zmniejszenia wpływów do budżetu.
Gdyby natomiast wprowadzić
zupełną dobrowolność oszczędzania w otwartych funduszach emerytalnych – również
takie głosy się pojawiają, to rysują się dwie możliwości. Pierwsza to
taka, że z dużym prawdopodobieństwem znaczna część społeczeństwa w ogóle
zrezygnowałaby z długookresowych oszczędności, a to oznaczało by
zmniejszenie przyszłych emerytur o około 40% (tyle wynosi udział oszczędności
w OFE w całości dokonywanych przez nas oszczędności w powszechnym systemie
emerytalnym) i olbrzymie problemy społeczne oraz polityczne. Konsekwencją
takiej decyzji byłby również gwałtowny spadek popytu na rządowe papiery dłużne,
a co za tym idzie także wielkie problemy z wypłatą bieżących emerytur.
Druga możliwość, mniej prawdopodobna, to taka, że mimo wszystko oszczędności
długookresowe byłyby robione i wtedy z punktu widzenia budżetu nie zmieniło
by się nic.
Na tym tle decyzja o
niezaliczaniu transferu do OFE do wydatków budżetu jest racjonalna. Zaburza
ona co prawda porównywalność wielkości tych wydatków, dokonywanych w
kolejnych latach, ale dla celu porównań stosowne przeliczenie łatwo wykonać.
Z drugiej strony nie można jednak zamykać oczu na fakt, że system emerytalny
tworzy dług, który spłacać będą musiały przyszłe pokolenia. Rzecz w tym,
że dotyczy to zobowiązań tworzonych w obu częściach systemu, a nie tylko w
tej, którą zarządzają towarzystwa emerytalne. Z ekonomicznego punktu
widzenia obciążenie długiem zaciąganym za pośrednictwem części zarządzanej
przez ZUS, ma taki sam charakter.
Znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby księgowanie w jednakowy sposób całości zobowiązań tworzonych w systemie emerytalnym – także w części obsługiwanej przez ZUS. Taka praktyka pokazałaby realną sytuację, ułatwiła podejmowanie racjonalnych decyzji i podniosła poziom bezpieczeństwa finansów publicznych. Wiąże się z tym konieczność ujawnienia całości długu, co z wielu względów rodziłoby problemy – szczególnie w porównaniach międzynarodowych, ponieważ zdecydowana większość państw wciąż skrzętnie chowa swoje długi związane z systemem emerytalnym. Niedługo ukrywanie tych długów nie będzie już możliwe, ale politycy próbują odsunąć ten moment. W Polsce po doliczeniu długu tworzonego na skutek akumulowania zobowiązań na kontach obu typów, skumulowany stan tych zobowiązań na koniec 2002 r. wynosi ok. 21% PKB, zamiast ok. 5%, gdy bierze się pod uwagę jedynie stan kont w OFE. To duża różnica, ale nie w gospodarce tylko na papierze. Faktyczny stan zobowiązań to 21% PKB. Jeśli to przyjmiemy do wiadomości, to łatwiej będzie chronić dochody emerytalne pracujących obecnie. Najgorszym rozwiązaniem jest różne traktowanie każdego z typów kont. Jest to błąd merytoryczny, który co gorsza, zachęca część polityków do manipulowania systemem emerytalnym i tworzenia złudzeń, że można dwa razy wydać te same pieniądze. Tego się nie da zrobić – chyba, że przy pomocy kreatywnej księgowości.
2. Wypłaty emerytur ze starego systemu
3. Dotacja pokrywająca bieżącą nieefektywność starego systemu
4. Część składki (12,22%) przekazywane na indywidualne konta emerytalne nr 1
zarządzane przez ZUS
5. Część składki (7,30%) przekazywane na indywidualne konta emerytalne nr 2
zarządzane przez PTE
6. Nie księgowane uzupełnienie ubytku środków na wypłaty bieżących
emerytur wynikające z przekazania środków na konta nr 2
7. Księgowane uzupełnienie ubytku środków na wypłaty bieżących emerytur
wynikające z przekazania środków na konta nr 2
8. Nie księgowany zakup długu rządowego
9. Księgowany zakup długu rządowego
10. Zakup instrumentów sektora prywatnego (inwestycje)